NASZE DANE:

NASZ ADRES:
ul. kard. Stefana Wyszyńskiego 11 18-400 Łomża
KONTAKT:
tel.: 452 319 213
e-mail: kancelaria@smblomza.pl
KONTO BANKOWE:
PKO SA Oddział w Białymstoku
53 1020 1332 0000 1502 0027 3409

ROZKŁAD MSZY:

Pon. - Sob. 07:00, 09:00, 15:00, 18:00
Niedz. - 07:30, 09:00, 10:30, 12:00, 15:00, 18:00

Jubileusz Młodych - Rzym 2025

Jubileusz Młodych - Rzym 2025

Tego wyjazdu nie da się opowiedzieć jednym tchem. To było dwanaście dni wypełnionych modlitwą, radością, miłością, zmęczeniem, zachwytem, ciszą i śpiewem. Dni, które głęboko wpisały się w nasze serca – nie jak przelotne wspomnienie, lecz jak wyryty znak łaski. Ukazały się jak majestatyczna mozaika – niesamowicie piękna, pełna barw i światła, ale też cienia.

Nasze pielgrzymowanie rozpoczęliśmy od dwóch dni w Gabicce Mare – niewielkiej, malowniczej miejscowości nad Adriatykiem, wspólnie z członkami ruchu Gloriosa Trinità. Tam, gdzie morze spotyka się z niebem, spotkały się także nasze serca. Mogliśmy doświadczyć piękna żywego Kościoła, jedności dusz, doświadczenia Boga ukrytego w drugim człowieku i wypowiadania słów: „Jesteś sercem mojego serca.” Już na początku doświadczyliśmy piękna wspólnej modlitwy – prostego bycia razem. Tam serca zaczęły się otwierać: na siebie nawzajem, na Słowo Boże, na Ducha Świętego, który budował między nami mosty – ponad różnicami, zmęczeniem, nieznajomością. Bóg pokazywał nam, że jedność to nie teoria, lecz konkretna miłość – widoczna w drobnych gestach. Choć wielu z nas widziało się po raz pierwszy, od razu poczuliśmy się jak rodzina. Każdy uśmiech, każde spojrzenie, gest podania wody czy przytrzymania ciężkiego bagażu – to była Ewangelia czynów. Nikt nie był sam. Tam uczyliśmy się być nie tylko dla siebie, ale dla innych – i to doświadczenie nie zgasło przez kolejne dni.

Kiedy stanęliśmy w sercu Wiecznego Miasta, nasze serca uderzyły mocniej – nie z zachwytu nad jego monumentalnością, ale z drżenia, że oto stoimy tam, gdzie wiara przybrała ciało historii. Rzym nie jest tylko zbiorem zabytków. To żywy organizm Kościoła – pulsujący modlitwą, świadectwem męczenników i nadzieją milionów pielgrzymów, którzy przez wieki przemierzali te same ulice, co my. Każdy dzień był jak nowy rozdział Ewangelii – pisany na ulicach Rzymu. Przechodząc przez Palatyn, pośród ruin dumnego imperium, poczuliśmy, że wszystko, co ludzkie, przemija. A to, co Boskie – trwa. Na Schodach Hiszpańskich uczyliśmy się piękna wspólnego wchodzenia – z pokorą, z wysiłkiem, razem. Przy Fontannie Czterech Rzek i Fontannie di Trevi staliśmy jak dzieci przed obrazem stworzenia – zachwyceni, że wszystkie nurty świata spotykają się właśnie tu, w sercu Kościoła.

Bazylika św. Pawła za Murami przyjęła nas jak matka – cicho, majestatycznie, z otwartymi ramionami. Katakumby – chłodne, milczące – szeptały o wierze, która była gotowa oddać wszystko. W Panteonie światło wpadające przez oculus było symbolem, że nawet tam, gdzie kiedyś czczono bożki, dziś świeci światło prawdziwego Boga. Zatrzymaliśmy się także w miejscu niezwykłym, gdzie Maryja ukazuje się nie tylko w ikonach, lecz w obecności – czułej i bliskiej – w Bazylice Matki Bożej Większej. W ciszy tej świątyni odnaleźliśmy dom. Tam spojrzeliśmy w oczy Matki, która nigdy nie przestaje patrzeć z miłością. Była to chwila zatrzymania, oddania, zawierzenia – tak cicha, a tak niebywale piękna.

Bazylika św. Piotra zachwycała swym majestatycznym pięknem przestrzeni, a także duchowym doświadczeniem. Tam, gdzie niebo styka się z ziemią, powierzaliśmy Bogu nasze intencje, czując Jego ojcowskie wstawiennictwo, oraz czuwaliśmy przy grobie św. Jana Pawła II – naszego papieża, którego słowa wciąż uczą nas odwagi i miłości. Byliśmy także w Bazylice św. Piotra w Okowach – modląc się przy łańcuchach, które miały krępować św. Piotra, a dziś są świadectwem jego wolności w Chrystusie. W Kaplicy Sykstyńskiej, otoczeni geniuszem Michała Anioła, podziwialiśmy piękno, które wychwala Stwórcę.

Niełatwo było pielgrzymować w takim tempie i w takich warunkach. Spaliśmy na hali z dwoma tysiącami młodych, na podłodze, w chłodzie i z zimną wodą do dyspozycji. Ale właśnie tam – w niedostatku komfortu – objawiała się prawdziwa radość. Ta, która nie pochodzi z zewnętrznych warunków, lecz z bycia razem: z życzliwości, z uśmiechu podanego o poranku, z kawy przyniesionej komuś o świcie. Prawdziwe szczęście to umyć włosy w zimnej wodzie i po prostu się śmiać. To dostrzegać piękno tam, gdzie ono naprawdę mieszka – w drugim człowieku.

Niezapomnianym i kulminacyjnym momentem było czuwanie na Tor Vergata. Ponad milion młodych ludzi z różnych stron świata, połączeni w jedno, stworzyło niesamowity obraz żywego młodego Kościoła. Wieczorne czuwanie rozpoczęło się śpiewem, tańcem i światłem. Ale to, co poruszyło mnie najbardziej, to słowa papieża Leona XIV, które – jestem tego pewna – zapisały się nie tylko w historii, ale w tysiącach młodych serc. "Nie jesteście przyszłością Kościoła – jesteście jego teraz. To nie inni mają zmienić świat – to wy macie odwagę kochać go takim, jaki jest, i podnieść to, co upadłe. Wiara nie jest nagrodą dla doskonałych – ale siłą dla walczących. Jesteście światłem, które świeci najjaśniej właśnie wtedy, gdy wokół jest ciemność”.

Dzięki nim mogliśmy zrozumieć, że nie mamy czekać na znak – to my mamy nim być. Nie mamy szukać doskonałości – mamy być wierni. Mamy być Ewangelią, która nie zamyka się w książce, ale chodzi po ulicach: w codzienności, w relacjach, w odwadze, w przebaczeniu.

Papież mówił dalej:

„Kiedy czujesz się najmniejszy – Bóg właśnie tam buduje swoje arcydzieło. On się nie myli – skoro cię stworzył, to dlatego, że świat potrzebuje ciebie takim, jakim jesteś”.

Na Tor Vergata nikt nie był anonimowy. Byliśmy wspólnotą, choć nie znaliśmy imion. Śpiewaliśmy razem. Płakaliśmy razem. Milczeliśmy razem. Wpatrywaliśmy się w Najświętszy Sakrament, adorowany pod gołym niebem – i czuliśmy, że wszystko jest możliwe, jeśli tylko pozwolimy Bogu przez nas działać.

Niedzielny poranek na Tor Vergata był jak czułe przebudzenie duszy. Wschodzące słońce oświetlało ponad milion młodych twarzy – zmęczonych, a jednak gotowych. Gotowych na spotkanie z Tym, który łamie się dla nas w Chlebie. Kiedy Papież Leon XIV stanął przed nami, nie zobaczyliśmy w nim tylko głowy Kościoła. Zobaczyliśmy ojca, który zna pragnienia swoich dzieci. W swojej przejmującej homilii wzywał nas, młodych z całego świata, do głębokiego spotkania ze Zmartwychwstałym i do odwagi w życiu pełnym nadziei, miłości i świętości.

W nawiązaniu do czytań liturgicznych papież mówił o kruchości życia i przemijaniu – by uświadomić nam pełnię sensu ludzkiego istnienia: „Kruchość, o której mówią, jest bowiem częścią cudu, jakim jesteśmy… Tak właśnie żyje pole – nieustannie się odnawiając”.

Refleksję tę papież przełożył na życie młodego człowieka, zachęcając do spojrzenia na siebie jako na część Bożego planu – życia, które nieustannie się odradza, jeśli jest oparte na fundamencie: darze z siebie i miłości.

W ciszy Komunii – w tym jednym, prostym geście – Bóg oddał się bez reszty. I w tej właśnie chwili wszystko stało się jasne: to jest centrum. To jest źródło. To jest siła, z której wypływa całe życie.

Papież zakończył Eucharystię słowami:

„Nie jesteście tłumem. Jesteście Ciałem Chrystusa. Idźcie – i nieście Go światu”.

I tak poszliśmy – niosąc w sobie nie tylko wspomnienie spotkania, ale obecność Boga, który zamieszkał w naszym wnętrzu.

Po intensywnym tygodniu w Rzymie wyruszyliśmy w dalszą drogę, pragnąc zatrzymać się przy źródłach świętości, która rodzi się z prostoty i cierpienia. W Cascii, przy sercu św. Rity – patronki spraw trudnych i po ludzku niemożliwych – doświadczyliśmy niezwykłej ciszy, która była jak delikatna modlitwa. Każdy z nas mógł choć na chwilę zatrzymać się z własnym bólem, zmaganiem i nadzieją, powierzając je Tej, która umiłowała krzyż. Wkrótce potem znaleźliśmy się w Asyżu, gdzie świętość nie krzyczy, lecz mówi szeptem. Spacerując śladami św. Franciszka, stóp Matki Bożej Anielskiej i św. Klary, chłonęliśmy ducha pokoju i ubóstwa, który unosi się nad tym miejscem. Na zakończenie pielgrzymki nawiedziliśmy Padwę – modlitwa w tym miejscu miała szczególną głębię, jakby Duch Święty wsłuchiwał się w szept każdego serca i wypełniał je ogromną miłością. Ten ostatni etap był duchowym dopełnieniem naszej drogi. Nie były to tylko odwiedzone miejsca – to były spotkania. Z samym sobą. Ze świętymi. Z Bogiem. W tych chwilach milczenia i skupienia dojrzewało w nas zrozumienie, że prawdziwe pielgrzymowanie zaczyna się dopiero po powrocie – w codzienności, w wyborach, w trwaniu przy świetle, które nosimy w sercu.

Wiemy, że droga przed nami nie zawsze będzie łatwa. Czekają wyzwania, momenty zwątpienia, chłód samotności. Ale dzięki temu płomieniowi, który rozpaliliśmy razem – dzięki słowom papieża Leona XIV, które stały się światłem na naszych ścieżkach – nie lękamy się iść naprzód. Bo wiara, choć czasem słaba i krucha jak ziarenko gorczycy, potrafi poruszyć góry. I my – młodzi, pełni życia i pragnienia, gotowi na wyzwania – jesteśmy tym ziarnem, które Bóg wybrał, by odmienić świat.

Jak powiedział papież Leon XIV:

„Nie jesteście przypadkiem. Jesteście powołaniem. Odpowiedzią Boga dla świata, który dziś woła o sens”.

W naszych sercach zostało zasiane ziarno – delikatne, ale żywe. Teraz od nas zależy, czy pozwolimy mu wzrastać: w prostocie codziennych wyborów, w ciszy serca, w odwadze bycia sobą, gdy świat podpowiada, by się ukryć. Bo świat naprawdę nas potrzebuje – nie idealnych, ale autentycznych. Z sercami, które potrafią kochać – zranionymi, ale pełnymi nadziei. Wracamy z tą nadzieją – przemienieni jak glina, którą dotknęła ręka Stwórcy.

Wypaleni przez ogień miłości, naznaczeni światłem, które nie zna zmierzchu. Gotowi nieść dalej ten święty płomień – aż świat zapłonie Bogiem, a noc stanie się jak południe.

𝐾𝑖𝑛𝑔𝑎 𝐾𝑎𝑙𝑖𝑠𝑧𝑒𝑤𝑠𝑘𝑎

MÓDL SIE Z NAMI

Potrzebujemy każdego człowieka

TOP